Późna jesień - późny wpis
Cześć.
Nie zamieszczałam żadnych wpisów przez bardzo długi czas i bardzo przepraszam jeżeli były oczekiwane. Ostatnie miesiące były bardzo trudne i strasznie byłam ograniczona czasowo.
Zaczęło się od wszczęcia gruntownego remontu, który praktycznie w całości zrobiliśmy o własnych siłach z moim chłopakiem. Muszę go oficjalnie bardzo pochwalić ponieważ zaskoczył mnie swoimi umiejętnościami w tym segmencie, może zrobi mu się miło gdy to przeczyta. Wracając do remontu - stawianie ścian i robienie podług to były kolosalnie wymagające rzeczy, pomijając już fakt i czas spędzony na robieniu gipsów, gładzi i szlifowaniu. Cieszyłam się bardzo, gdy doszliśmy do momentu malowania tych ścian. Żmudne obielanie nie miało końca, a gdy nareszcie kupiliśmy kolory i na sam koniec rozłożyliśmy gumolit, zaczęło to wszystko wyglądać fantastycznie.
Tak a propos jakby ktoś zastanawiał się nad podłogą - gumolit, gdy wybierzesz go ładny wygląda jak panele, u nas kto by nie wszedł jest pewny, że to deski, a jest zdecydowanie lepszy do utrzymania w czystości. Pamiętam jak jeszcze mieszkałam z mamą na naszym starym mieszkaniu - miałyśmy tam panele i niestety wystarczyła odrobina wody i zamiast gładnik i połyskujących deseczek robiły się wypuklenia, mimo że moja mama strasznie na nie uważała. Być może to również kwestia lat przez co owe panele były gorszej jakości. Jednak ja i tak bym wybrała gumolit. Zawsze łatwo go wymienić gdy się znudzi. I przede wszystkim nie wali zimnem w nogi jak kafelki. I nie łapie wszystkiego jak wykładzina. Noo gdyby ktoś miał jeszcze jakąś alternatywę bądź pomysł czym chciałby się podzielić to zapraszam do napisania komentarza, chętnie się dowiem czegoś nowego lub innego spostrzeżenia.
Mogę również podzielić się z wami farbami, jeżeli ktoś nie wie co wybrać. My początkowo chcieliśmy postawić na farby firmy Magnat, jednak w trakcie remontu wyszło jeszcze wiele innych ukrytych kosztów i zeszliśmy trochę niżej z myślą - farby i tak trzeba odświeżać. Rozważaliśmy Dekorala i Duluxa jednak bardzo rozbieżne opinie nie pomagały w decyzji. Ostatecznie wybraliśmy Śnieżkę, trochę z ciekawości ponieważ wiele osób wypowiadało się pozytywnie i twierdziło, że są one lepsze niż wcześniej wymienione farby. Kupiliśmy je zatem i z zaintrygowaniem prawdziwością opinii przystąpiliśmy do malowania. W sumie ja przystąpiłam bo szło mi to lepiej (sorki). Efekt jest faktycznie godny polecenia. Ściana pomalowana dwa razy wygląda świetnie, brak prześwitów czy nierówności. I przede wszystkim farba bardzo wydajna i gęsta, nie chlapała. Dobrze mi się nią malowało.
Wracając do powolnego zamykania remontu, co jak się okazało było przedsięwzięciem trwającym najmozolniej bo ciągle zauważało się coś do poprawki, nawet rzeczy, na które się teraz nie zwraca uwagi. No ale cóż, ściany się pomalowało, fugi się zrobiło (nie róbcie NIGDY czarnej fugi bez rękawiczek, przez 4 dni intensywnego mycia różnymi środkami wyglądałam jakbym codziennie obierała węgiel zamiast kartofli) i udało nam się załatwić kogoś do wprawienia drzwi.
Super remont skończony! - a jednak nie, tak blisko, a tak daleko.
Nie można przecież mieszkać bez mebli.
Mój chłopak wrócił już na swój pełny etat do pracy bo wykończenie robiliśmy jak był na urlopie i składanie kuchennych szafek przypadło mi i mojej mamie. Na dniach powstała piękna biała kuchnia z czarnymi blatami. Ale to nie koniec. Łóżko. Sofa. Szafka RTV. Szafa. Stolik. Stołki... Huh, jeszcze czekamy na komodę do salonu. Ale za to mam już wprawę w skręcaniu mebli. Fajna zabawa - takie duże puzzle 3D.
Najbardziej mi się i tak podobało (o dziwo) sprzątanie - takie pierwsze w końcu wyczekane. Takie, że już zostało czysto, a nie że znów robiło się gładzie i szlify i szlify i szlify i szlify... Jak mi ktoś dziś mówi o gładzi to wychodzę. Mam już jej dość! Poza tym jej pył jest szkodliwy. No i w ogóle nieprzyjemny, jak się "przykurzyłam" nie umiałam wytrzymać. Nie wiem jak mój chłopak potrafił stanąć pod przejściem, które szlifowałam i rozmawiać ze mną dumnie przyjmując na siebie gęste kłęby pyłu. Nie wiem... po prostu.
W każdym razie remont dobiegł końca. W końcu. Już ponad miesiąc sobie tu mieszkamy i na razie nic nie odpada ze ścian. Fajnie. Będę miała nareszcie trochę więcej czasu aby prowadzić bloga (w sumie to na nowo zaczynać) i rozruszać Instagrama. Mimo, że miesiąc temu rozpoczęte studia w dużej mierze pochłaniają mój czas, postaram się być aktywna i zamieszczać co jakiś czas posty tutaj i na Ig. Zastanawiam się też nad drobnym remoncikiem tutaj. Zaczęłam od wyglądu, co jakiś czas będę go odświeżać.
Pozdrawiam wszystkich i zdrówka, bo w końcu listopad, czyli zimno, deszcz i wiatr.
Byle do wiosny!

Komentarze
Prześlij komentarz